Dziennik architektury i środowiska zbudowanego

architektura

Fun Palace Cedrica Price'a: architektura, która miała zniknąć

Fun Palace Price'a nigdy nie powstał — trzynaście lat, żadnego pozwolenia. Pytanie, które stawiał: czym jest architektura, jeśli nie musi trwać?

W październiku, co roku, kilka tysięcy grup w Wielkiej Brytanii i kilkunastu innych krajach otwiera lokalne przestrzenie na jeden dzień. Biblioteki. Sale gimnastyczne. Szkolne aule. Portowe hangary. Organizatorzy nazywają to Fun Palaces Campaign — ruch założony w 2013 roku przez Sally Bowdich. Projekt, za którym stoją, nigdy nie powstał.

Cedric Price i Joan Littlewood pracowali nad nim trzynaście lat: 1961–1974. Price był architektem, Littlewood reżyserką teatralną — twórczynią Theatre Workshop i pionierką brytyjskiego teatru zaangażowanego. Ona miała wizję przestrzeni; on wiedział, jak ją opisać technicznie. Planowali budowę nad rzeką Lea w Londynie. Kilka lokalizacji rozważano kolejno. Żadnej nie zabezpieczono. Projekt nie powstał — oficjalnie z powodu sprzeciwu lokalnej społeczności i barier biurokratycznych. Ale to jest uproszczenie, które ukrywa właściwy problem.

Stocznia, nie budynek

Price nie projektował budynku. Projektował mechanizm.

Nad całą strukturą miały stać żurawie — stałe, jak w stoczni albo na placu budowy. Pod nimi system ruchomych belek stalowych, przesuwanych poziomo na torach. Na tych belkach podwieszano by kabiny: przemieszczane zależnie od aktualnych potrzeb użytkowników. Schody ruchome rozchodziły się od poziomu gruntu w 270 stopniach. Nadmuchiwane sale konferencyjne — moduły wypełniane powietrzem, kiedy były potrzebne, i opróżniane, kiedy program się zmienił.

Technologia: lotnicza i morska, nie budowlana. Price wyraźnie odciął się od budownictwa lądowego jako wzorca — Fun Palace miał wyglądać i działać jak przemysłowy plac montażowy. Diagram aktywności wymieniał: recitale, plotki, walkę, rzeźbienie, transmisje. Użytkownicy mieli sami wybierać konfigurację. Żadna z tych aktywności nie wymagała trwałego miejsca. Fun Palace nie miał być domem dla żadnej z nich — miał być ramą, którą każda z nich mogłaby na chwilę zajmować i zwalniać.

Nie ma tu nic projektowo niemożliwego. Żurawie się poruszają; kabiny przesuwane na torach to znana technologia przemysłowa; nadmuchiwane struktury istniały. Projekt nie umarł z powodów inżynieryjnych.

Dach stalowo-linowy Stadionu Olimpijskiego w Monachium (Frei Otto, Günter Behnisch, 1972) — stalowe maszty i naciągnięta siatka kablowa nad trybunami. Fot. Fred Romero, CC BY 2.0, Wikimedia Commons
Stadion Olimpijski w Monachium (1972): stalowe maszty, naciągnięta siatka linowa, żadnej ciężkiej ściany nośnej. Ta sama dekada co Fun Palace — inna technologia, ta sama odmowa traktowania budynku jako ciężkiego obiektu stałego.

fot. Fred Romero from Paris, France · CC BY 2.0 · Wikimedia Commons

Pytanie bez odpowiedzi w systemie

Cały aparat administracyjny stałego budownictwa opiera się na jednym założeniu: budynek jest obiektem w określonym miejscu o określonej formie. Przepisy opisują go przez stały kształt. Plan zagospodarowania — przez stały adres i stały charakter użytkowania. Ubezpieczenie — przez stałą wartość materialną.

Fun Palace zmieniałby konfigurację każdego dnia. Jaki numer kondygnacyjny wpisuje się do pozwolenia, jeśli kondygnacje są ruchome? Kto odpowiada za drogi ewakuacyjne, jeśli ich układ jest inny w każdej konfiguracji? Jak ubezpiecza się obiekt, którego wartość jest procesem, nie stanem? Urząd te pytania zadał. Nie istniała odpowiedź możliwa do udzielenia w ramach londyńskiego prawa budowlanego lat sześćdziesiątych.

Był jeszcze jeden element nieprzystawalności. Fun Palace był zaprojektowany jako tymczasowy — nie jako kompromis, lecz jako zamierzony element koncepcji. Budynek miał mieć koniec. Miał znikać, kiedy przestanie być potrzebny. Dla ekonomii nieruchomości i amortyzacji środków trwałych: absurd. Dla ubezpieczyciela: jak wycenić obiekt, który planuje własną likwidację?

Sprzeciw lokalny w ostatecznym rozrachunku był drugorzędny. Projekt utknął, zanim doszło do rozmów z sąsiedztwem — bo nie udało się ustalić, gdzie i jak składać wniosek o pozwolenie na coś, czego przepisy nie przewidywały.

Zbliżenie na połączenie stalowej szyny z wspornikiem — eksponowane śruby i profil, surowe materiały przemysłowe, industrialny detal architektoniczny
Szyna. Wspornik. Śruba. Architektura Fun Palace'a byłaby architekturą takich węzłów — przemieszczalnych, nie osadzonych.

Ślad w budynkach, które powstały

Centre Pompidou w Paryżu — Rogers i Piano, otwarte w 1977 roku — jest najczęściej wymienianym dowodem wpływu Price'a. Instalacje techniczne na zewnątrz, odsłonięte trasy komunikacyjne, otwarte kondygnacje bez ścian nośnych w środku. Budynek jako infrastruktura, nie jako obudowanie konkretnego programu. Elastyczność wpisana w strukturę.

Ale Pompidou jest stałe. Stoi. Ma ubezpieczenie. Jest zamortyzowane. Richard Rogers rozwiązał pytanie o elastyczność — i jednocześnie pominął pytanie o tymczasowość. Odpowiedź Pompidou brzmi: można zbudować coś bardzo elastycznego, pod warunkiem że będzie trwać. To nie jest odpowiedź na pytanie Price'a. To jest obejście go.

Lloyd's Building Rogersa (Londyn, 1986) idzie dalej — klatki schodowe, windy i przewody na zewnątrz bryły, wnętrze uwolnione od instalacji. Czytelność konstrukcji jako demonstracja idei. Ale Lloyd's jest dziś wpisany na listę dziedzictwa klasy I. Trwały w sensie tak absolutnym, jak tylko może wyrazić brytyjskie prawo budowlane. Price patrzyłby na to z pewnym dystansem.

Serpentine Pavilions — program letnich tymczasowych struktur w Hyde Parku od 2000 roku — zbliżają się do odpowiedzi. Każdy pawilon zaprojektowany z założeniem rozbiórki po sezonie. Trzynaście ton stali przez pół roku, potem znikają. Ale to eksperymenty finansowane przez jedną bogatą instytucję. Nie system. Nie procedura. Wyjątek.

Dlaczego granica wróciła

Architektura ostatnich dwudziestu lat regularnie napotyka pytanie Price'a. Nie jako filozoficzną ciekawostkę — jako trudność administracyjną przy konkretnych projektach.

Odbudowa po katastrofach: tymczasowe struktury mieszkalne po trzęsieniu ziemi, powodzi, wojnie. Muszą działać natychmiast. Muszą znikać, kiedy sytuacja się stabilizuje. W praktyce często nie znikają — bo system nie ma mechanizmu ich usunięcia po tym, jak przestają być "tymczasowe" tylko z nazwy.

Ekonomia platform: przestrzenie bez jednego stałego właściciela programowego. Coworking. Pop-up retail. Sale eventowe w poprzemysłowych halach. Kto wydaje pozwolenie na użytkowanie, kiedy użytkowanie zmienia się co kwartał? Polskie przepisy mają kategorię "tymczasowego obiektu budowlanego" — ale w praktyce obejmuje ona baraki, kioski i podobne uproszczone konstrukcje, a nie przestrzenie o ambicjach kulturalnych.

Adaptacja klimatyczna: budynki wymagają modyfikacji szybszej niż pozwala standardowy cykl remontowy. Interwencje, które kiedyś czekały na generalny remont, stają się pilniejsze. Infrastruktura regulacyjna lubi obiekty statyczne; klimat statyczności nie gwarantuje.

Fun Palaces Campaign każdego październiku udowadnia, że idea jest żywa. Tysiące inicjatyw, jeden dzień. Bez żurawi, bez ruchomych belek, bez 270-stopniowych schodów ruchomych — ale z tym samym gestem: przestrzeń otwarta dla nieprzewidywalnego użytku, zamknięta kiedy dzień się kończy.

To jest to, czego Price chciał. Ale to nie jest Fun Palace. Pytanie o stałą nietrwałą strukturę w tkance miasta — obiekt z pozwoleniem i ubezpieczeniem, bezpieczny pożarowo, zaprojektowany do zniknięcia — wciąż czeka na odpowiedź systemu. Archiwum projektu trafiło do Canadian Centre for Architecture w Montrealu. Kilkadziesiąt rolek rysunków technicznych i diagramów aktywności. Projekt, który nie stał się budynkiem, stał się dokumentem. I co roku w październiku pyta dalej.