Dziennik architektury i środowiska zbudowanego

materiały

Tynki gliniane. Parametry, nie nostalgia

Tynk gliniany wraca do wnętrz nie jako folklor, lecz materiał o mierzalnych zaletach: buforuje wilgoć, tłumi dźwięk i daje się naprawiać bez śladu.

Tynk gliniany ma w Polsce problem wizerunkowy odwrotny niż beton: kojarzy się zbyt ciepło. Chałupa, skansen, warsztaty rękodzieła — cały ten kostium folkloru skutecznie zasłania fakt, że mowa o materiale wykończeniowym o parametrach, których konkurencja nie potrafi powtórzyć.

Glina jest higroskopijna w stopniu nieosiągalnym dla tynków gipsowych i cementowo-wapiennych. Chłonie parę wodną, gdy w pomieszczeniu jest jej za dużo, i oddaje, gdy powietrze wysycha. Kilkucentymetrowa warstwa na ścianach sypialni pracuje jak bufor spłaszczający dobowe skoki wilgotności — rzecz mierzalna higrometrem, nie odczuciem. W epoce szczelnych domów, w których o mikroklimacie decyduje rekuperator, ściana zdolna magazynować wilgoć przestaje być etnograficzną ciekawostką. Staje się elementem instalacji.

Do tego cechy, o których mówi się rzadziej. Tynk gliniany jest ciężki i porowaty zarazem, więc przyzwoicie tłumi pogłos; wnętrza wykończone gliną słychać inaczej, miękcej. Nie wymaga malowania, bo barwi się w masie pigmentem albo samą gliną. Drobne uszkodzenie zwilża się i zaciera bez widocznej łaty, co czyni go jednym z niewielu wykończeń naprawialnych doskonale — bez śladu i bez malowania całej ściany. I jest w pełni odwracalny: zmielony, namoczony, wraca do wiadra, z którego przyszedł.

Dlaczego więc pozostaje niszą? Nie przez cenę materiału, bo glina jest tania. Przez czas i przez rękę. Tynk gliniany schnie wolno, wymaga nakładania warstwami i tynkarza, który rozumie, że nie pracuje z gipsem. Deweloperski harmonogram, w którym wykończenie ścian jest pozycją mierzoną w dniach, odrzuca go automatycznie. Do tego kultura gwarancji preferuje system z kartą techniczną wielkiego producenta zamiast materiału, którego jakość zależy od wykonawcy.

I tu obserwacja zasadnicza: tynk gliniany nie przegrywa na parametrach, tylko na niecierpliwości. To materiał, którego nie da się przyspieszyć, a współczesna budowa nie ma rubryki, w której mogłaby zaksięgować powolność jako zaletę.

Wraca więc od góry — przez pracownie i przez inwestorów, dla których ściana, która pracuje, warta jest dwóch tygodni czekania. To wąska ścieżka. Ale jedyna, jaką ten materiał ma, i nie ma sensu udawać, że jest inaczej.